Strona, jak wiele innych, wykorzystuje cookies (tzw. ciasteczka). Jeśli ci to odpowiada, kontynuuj - w przeciwnym przypadku dowiedz się więcej kliknij.
Nie Janku. Pobiegłam po swój aparat ale nie mogłam znaleźć więc wołałam mamę żeby szybko przyniosła swój aparat. Ale mama przyszła bez aparatu i dopiero jak to zobaczyła to pobiegła po aparat. Jednak już była za późno.
Mili Ptasiojuniorzy to nie żart. Sroki leciały za myszołowem strasznie krzycząc i próbowały dziobać go w ogon. Niestety nie uwierzyłam mojej Córci jak wołała, że sroki gonią myszołowa i żebym szybko przyniosła aparat. A szkoda, bo to było bardzo wyjątkowe widowisko. Ten myszołów ma tu swój rewir i bywa często. Niestety rzadko obniża lot na tyle żeby można było go fajnie uchwycić aparatem. Obejrzałyśmy go dokładnie przez lornetki ale zdjęcia wychodzą słabe nawet dokumentacyjnie. Sytuacja o której opowiedziała Córcia była nadzwyczajna chociażby z tego powodu, że myszołów po raz pierwszy był naprawdę nisko. Postaramy się następnym razem jeśli się nadarzy okazja (To mówiła mama Uszatki :-))
Mamo Uszatki, dziękuję bardzo za ten komentarz :) My tu bardzo lubimy sytuacje, kiedy rodzice wspierają swoje pociechy w ich ptasich pasjach. Cudownie, jeśli to są wspólne pasje! No i życzę, żeby w kluczowych momentach aparat sam wpadał w ręce :D
Zdarzyło mi się kiedyś widzieć dość podobną sytuację; mianowicie już dość dawno, bo ponad pół roku temu, przyuważyłam myszołowa, jak usiadł na pewnej wysokim modrzewiu na działce bodziszek. W pewnym momencie zobaczyłam około 5 - 6 srok, które usiadły na niższych gałęziach i co jakiś czas podlatywały do niego, zniżały lot nad jego głową i znów opadały na niższe gałązki. Sytuacja powtórzyła się kilka razy i po chwili myszołów odleciał, a za nim kilka srok.
Janku, jak Pani Sowa zatwierdzi zdjęcia to będzie u mnie sytuacja jak sroka goni myszołowa. Nie są dobrej jakości, bo były daleko ale chyba dokumentacyjnie wystarczy :-)
Nie ponosimy odpowiedzialności za wypowiedzi zawarte w komentarzach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Są one prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.
Nie Janku. Pobiegłam po swój aparat ale nie mogłam znaleźć więc wołałam mamę żeby szybko przyniosła swój aparat. Ale mama przyszła bez aparatu i dopiero jak to zobaczyła to pobiegła po aparat. Jednak już była za późno.
Mili Ptasiojuniorzy to nie żart. Sroki leciały za myszołowem strasznie krzycząc i próbowały dziobać go w ogon. Niestety nie uwierzyłam mojej Córci jak wołała, że sroki gonią myszołowa i żebym szybko przyniosła aparat. A szkoda, bo to było bardzo wyjątkowe widowisko. Ten myszołów ma tu swój rewir i bywa często. Niestety rzadko obniża lot na tyle żeby można było go fajnie uchwycić aparatem. Obejrzałyśmy go dokładnie przez lornetki ale zdjęcia wychodzą słabe nawet dokumentacyjnie. Sytuacja o której opowiedziała Córcia była nadzwyczajna chociażby z tego powodu, że myszołów po raz pierwszy był naprawdę nisko. Postaramy się następnym razem jeśli się nadarzy okazja (To mówiła mama Uszatki :-))