Konkurs.Wakacje z ptakami
 
 
~ wywielga    |    dodano: 2015-08-26 13:01
  "Słońce dziś przygrzewa"-Pomyślałam sobie,
   "Wycieczkę na bunkier chyba dzisiaj zrobię".
    Z tą myślą na rower wsiadam i do lasu się kieruję.
    Widzę, coś leży na drodze, w pośpiechu hamuję.
    Ptak potrącony, samiec kosa dorosły,
    Już muchy jak grzyby po deszczu nań wyrosły.
    Biorę worek i kosa doń ładuję,
    O preparacji już myśli sobie snuję.
    Czas ruszyć dalej, bo bunkier czeka,
    A w głowie mej istna myśli przepływa rzeka:
   "Czy tam będą ludzie? Czy ptaki ciekawe?
    Czy jakiś fajny oskub, znajdę na murawie?
    Czy kruki znowu drapieżców będą wkurzać?
    A  sójki spokój w lesie wrzaskami zaburzać?"
    Jadę więc zobaczyć, co i jak jest grane,
    Już z daleka widać-kruk drugiemu robi lanie.
    Śmigają i kruczą, kręcą się potwornie
    Znikają za drzewami, by wyjść z nich ponownie.
    Ja do lasku się zbliżam, już beton mi świeci,
    Już myszołów z krzykiem nad głową mi leci
    W obronie swojego rewiru. Bunkrowa elewacja,
    A przed nią krzak rośnie, na nim raniuszków nacja.
   Całe stadko i ruch niesłychany, skaczą, piszczą,
   A kruki wciąż w zadrzewieniu śródpolnym krzyczą.
   Kładę rower na trawie i na nim sobie siadam,
   Wygodnie na ramie się właśnie układam
   I nagle sobie myślę:" Przez pole przejść muszę,
   Zaraz te kruki wrzeszczące uduszę!"
   Po ściętym zbożu rower prowadzić trudno,
   Wiem już, że nie będzie nudno.
   Wkraczam w drzewa śródpolne, rower odkładam
   I od razu nosem da ziemi padam.
   Oto co widzę: puch jakiejś sowy, a znając życie
   Jest to sowiego rewiru kolejne odkrycie.
   Co to za sowa? Puszczyk, czy uszatka?
   Patrzę na drzewa - nic nie ma. To już jest zagadka.
   Parę kroków dalej sójki oskub znowu,
   Co się w teren ruszę sójki tylko same.
   Wtem patrzę, tu u lisich nor bramie
   Leży masa piór.Podchodzę bliżej, a tu prawdziwa dama!
   Dorosła samica gąsiorka szczęścia dziś nie miała.
   Z drzewa była skubana, to robota tej sowy.
   O innym scenariuszu nie było wcale mowy,
   Bo oto wśród dzierzbowego puchu, leżało piórko sowie.
   Znalezisko początek miało w płytkim rowie.
   Drapieżca przeleciał i nad lisią skończył norą
   W zadrzewieniu okropnie pachniało oborą,
   Bo to ścieżka saren, jeleni i dzików,
   A kruki nie zaprzestały swych donośnych kwików.
   Usiadły na polu i do siebie wrzeszczą,
   Do gardeł się rzuciły, nie przejmując się resztą.
   Wciąż się atakując i dziobiąc zajadle,
   Uszkodzenia oczu unikając snadnie,
   W końcu mnie dojrzały, że patrzę i siedzę za drzewem,
   Więc schowały się za pierwszym lepszym krzewem.
   Czas leci szybko, już 16.00, więc głodna się zrobiłam,
   Wróciłam i w barze schabowego zamówiłam.
   Czekając na obiadek znalazłam pióro krucze,
   Tych mam dość na dzisiaj, następnym razem na pewno uduszę.