Przygody w parku.
 
 
~ wik18    |    dodano: 2010-03-11 14:51
 Bardzo lubię park. Nie dla tego, że jest tam dużo ludzi i dzieci
którzy rozganiają gołębie, śmiecą i robią wiele hałasu, ale dla tego,
że jest tam dużo ptactwa i znajdzie się tam jednak chwila spokoju.
W pewnym sensie zazdroszczę ludziom którzy mieszkają blisko
parku, chociaż ja też nie mieszkam od niego zbyt daleko, więc do 
niego jeżdżę . 
 Zawsze gdy zbieram się aby jechać do parku zabieram ze sobą
chociaż okruszyny chleba. Normalnie zabieram też pszenicę i 
orzechy, ale są razy kiedy zabieram do parku nawet karmę!
To jest jedzenie dla ptaków.
 Gdy pierwszy raz wybrałam się do parku poznałam tam pewną 
starą kobietę która opowiedziała mi o swoich przygodach z 
wiewiórką i ptakami. Ona też zabiera do parku orzechy i pszenicę,
karmi z ręki sikorki i wiewiórę oraz  gołębie i inne ptaki!
Więc do jej ulubieńców należy wiewiórka Basia ( wołana tak przez
wszystkich reaguje na swoje imię ), oswojone sikorki, gołębie i 
zięby. Wzięła do ręki rozdrobnione orzechy i wyciągnęła rękę, a 
od razu na jej rękę szybko przyleciała pierwsza sikorka która wzięła
jeden z orzechów i uciekła na drzewo aby się pożywić.
 Po paru następnych wizytach w parku i ja wyciągnęłam rękę z 
orzechami, zaczęłam czekać i czekać... Moi przyjaciele o wiele oddaleni od miejsca akcji mówili mi że ptaki skradają się z góry...
W końcu na moją rękę przyleciała sikorka, później jedna za drugą...
Gdy orzechy się skończyły nasypałam ziarna i z góry gołąb po gołębiu zaczęły ze swojego grupowego lotu opadać niżej i na ziemię. Zaczęły ucztować. Pszenica szybko się skończyła.
 Tak więc, przyjeżdżałam do parku co piątek, sobotę lub niedzielę i karmiłam ptaki i gołębie.
 Pewnego razu pojawiła się wiewiórka i powoli, skradając się podeszła i zaczęła jeść orzechy.
 Gołębie tak przyzwyczaiły się do mojego widoku, że gdy pojawiałam się w parku nawet bez jedzenia one ze swojego jak zwykle wysokiego lotu sfruwały ( bystre oko ) i biegały za mną gdy ja się od nich oddalałam. ;) W końcu zaczęła się następna przygoda. Gołębie jadły mi z ręki. Lubiłam patrzyć się i czuć jak dzioby lekko uderzają w moją dłoń. Ziarno znudziło się gołębiom i zaczęły dobierać się do orzechów które się np. rozsypują. I gdy wyciągnęłam rękę na mojej ręce pojawił się inny gość - gołąb - a był tak ciężki, że go upuściłam... xD ( siwek )
Nawet sobie pewnie nie wyobrażacie, jak pięknie wyglądałam z wiewiórką, gołębiami, sikorkami i ziębami przy ławce!
Przy okazji zrobiłam sobie parę ładnych fotek..