Dolina Baryczy jest dla mnie wyjątkowym miejscem (nick zobowiązuje), do którego zawsze chętnie powracam, tak było też i dziś...
Najpierw jak zwykle pojechaliśmy nad staw Grabownica. Po drodze widzieliśmy 2 żurawie, pierwsze w tym roku oraz stadko gęgaw. Niestety, gdy wesz
liśmy na wieżę, staw był pusty, w oddali pływały tylko łabędzie nieme. Potem podjechaliśmy pod staw Jaskółczy, na którym również ptaków nie było (no, może jakieś pojedyncze łabędzie nieme).
Potem postanowiliśmy pojechać na groble w Stawnie. Jak się później okazało, tam było najciekawiej. Gdy wesz
liśmy na groblę, nie było widać czegoś "specjalnego", lecz nagle na drzewo przyleciał bielik!
Wszystkie ptaki się spłoszyły. Nic dziwnego, przecież to ogromne zwierzę. Lunetą wśród drzew wypatrzyłem dwa następne! Jeszcze bardzo daleko krążył czwarty! Gdy się napatrzyliśmy, poszliśmy dalej. Nie zapowiadało się, że zaraz zaobserwujemy "clou" wyjazdu. A cóż to było, pewnie się zastanawiacie? Już piszę. Nagle zza drzew wyleciał ogromny klucz gęsi i ku mojej radości zrobiły sobie postój na stawie! Więc chwytam za lunetę z nadzieją, że uda mi się coś "wyczesać".
Po około 5 minutach wreszcie widzę coś ciekawego! Była to bernikla białolica, potem następna i następna, było ich w sumie siedem. Bardzo się ucieszyłem, bo dopiero drugi raz je zaobserwowałem. Ależ fajnie te gęsi się "bawiły", co chwila przelatywały, obracały się brzuchem do góry. Wreszcie stado się znudziło i wszystkie poleciały w górę. To było niesamowite, było słychać trzepot skrzydeł (a były ponad 100 m od nas) i ich krzyk, a w oddali widać było kolejne bieliki! Następnie pojechaliśmy na staw Polny, na którym widzieliśmy pierwsze siewki w tym roku, czyli czajki . Ostatnim punktem był staw w Niezgodzie, gdzie pożegnały nas dwa bieliki. Dzisiejszy wyjazd mogę zaliczać do udanych.