Przejeżdżaliśmy wieczorem koło łąk, na których wcześniej fotografowałam pokląskwy. Zaproponowałam mężowi żebyśmy zatrzymali się na chwilę. Słońce świeciło już bardzo nisko na horyzontem , trawy przybrały złocistą barwę. W oddali, na uschniętym krzewie wypatrzyłam sylwetki ptaków. Bez maskowania z podchodu pstryknęłam kilka zdjęć.