W poniedziałek rano wybraliśmy się z mężem na pokląskwy, które licznie gniazdują na pobliskich podmokłych łąkach. Nie są to łatwe ptaki do fotografowania. Są bardzo czujne i ostrożne. Jeszcze zanim zdążyliśmy się zamaskować, jeden samców usiadł po pobliskiej linii elektrycznej i głośno ostrzegał pozostałe grono. W oddali, owszem siadały na pięknie kwitnącej wiązówce błotnej. Młode popiskując ciągle domagały się karmienia. W zaroślach sitowia rozlegał się śpiew świerszczaka i łozówki. Coś tam pstryknęłam, ale zamierzam jeszcze lepiej przyczaić się na te stryciule:)