Z zaległości - sobotnie popołudnie nad Biebrzą
 
 
~ Netta    |    dodano: 2008-10-22 21:51

W sobotę rano musiałam być w szkole - odrabialiśmy 10 listopada. Pogoda była taka sobie - silny wiatr, raz słońce, raz chmury, dość zimno. W stronę Osowca udało nam się wyjechać dokładnie o 13.00. Już o 14.15 byliśmy na parkingu przy leśniczówce Barwik, gotowi do wymarszu. Po kilkunastu minutach na skraju zakrzewień i turzycowiska (obok przerobionego z ratraka kombajnu do koszenia bagiennych łąk) spotkaliśmy grupę ptasiarzy z Białegostoku, wędrującą szlakiem Gugny-Barwik-Gugny. Nic ciekawego przy tej pogodzie nie spotkali - 3 bieliki, trochę myszołowów i kruków. Za chwilę na krótko pojawił się kolejny bielik.  Postanowiliśmy z tatą podejść kawałek dalej do platformy przy tokowisku dubeltów, ale i tam - prócz wędrujących myszołowów - nic atrakcyjnego się nie trafiło. W drodze powrotnej na parking trafiło się trochę bogatek, modraszki, czyże, rudzik i mysikróliki - oraz mało ruchliwy zaskroniec, któremu urządziliśmy kilkuminutową sesję foto. Potem podjechaliśmy jeszcze do wieży na Bagnie Ławki (pusto) i do kładki na Długiej Luce - stamtąd pooglądaliśmy łosia-byka, niestety był daleko.

W gospodarstwie agroturystycznym w Gugnach obejrzeliśmy prezentacje z bieżącej działalności PTOP (ciekawa była o ochronie kraski na Podlasiu) i ruszyliśmy w drogę powrotną. Z prób usłyszenia puchacza nic nie wyszło - wiatr był za silny. Jeszcze tylko obserwacja w reflektorach łoszy powolutku przekraczającej Carski Trakt ... i tyle sobotnich wrażeń.

PS. Jeśli ktoś twierdzi, że łoś znienacka wyskoczył mu przed samochód, to jest zwykłym łgarzem. Łoś kroczy, statecznie i dostojnie. Nigdy nie widziałam, aby cwałował przez szosę.