EDP niedziela - Konkurs Europejskich Dni Ptaków 2008
 
 
~ Netta    |    dodano: 2008-10-06 20:11

Niedziela, piąta rano. Na dworze ciemno, choć oko wykol. Zimno, ale przynajmniej nie pada - co jest właściwie bez znaczenia, bo i tak będziemy ptaszyć 160 kilometrów stąd. Zbieramy przygotowane wieczorem wyposażenie i jedziemy na drugi koniec Ełku po znajomego - na szczęście już czeka. Po drodze do Białegostoku co chwilę zasypiam i dlatego omija mnie widok przelatującej 3 metry przed samochodem samicy krogulca (tuż przed mostem na Biebrzy).  Pod dworcem PKS dołączamy do około 30-osobowej grupy z Białegostoku i okolic. Wycieczkę organizuje (już od kilku lat zawsze na początku października) Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które w tym właśnie mieście ma siedzibę. Po kilku minutach dołącza przewodnik i prezes w jednej osobie - Tomek Kułakowski i nasz autokar rusza. Przed nami 60 km do Cisówki, tuż przy granicy z Białorusią. Plan jest taki: najpierw od stacji pomp Cisówka groblą do nasypu kolejowego, potem ok. 3,5 km nasypem przez zbiornik do Siemianówki (tam będzie czekał autokar), a następnie przejazd do wieży widokowej w Siemieniakowszczyźnie i wizyta w obozie obrączkarskim Akcji Siemianówka. Ciekawe, kto dziś jest w załodze i co będzie w sieciach…

Około 9.30 jesteśmy przy przepompowni w Cisówce.  Jeszcze przez szybę widzę sporą gromadę gęsi startujących ze zbiornika, a za chwilę przyczynę tej paniki – bielika. Wyładowujemy się – jest sporo lunet, w tym najlepsze marki: Swarovski i Zeiss, lornetki też w pełnym przekroju: na jednym końcu Swarowski i Leica, na drugim – marka „bazar”. Będzie okazja do porównań :)

Wychodzimy na wał zbiornika. Przed nami bezkres trzcinowisk, zarośli i płycizn wschodniej części zalewu. Na niebie nadal kołuje stado gęsi spłoszonych przez bielika, teraz można obejrzeć je dokładniej – to GĘGAWY. Sztandarowy ptak EDP 2008 zaliczony! I to w ilości ponad 60 sztuk…

Przez dłuższą chwilę wypatrujemy ptaków: są czaple białe( 9), czaple siwe(3), samotny srokosz, dymówki (4),daleko przelatuje kruk, baaardzo daleko nisko krąży jakiś drapieżnik o sylwetce i locie błotniaka. Bardziej doświadczeni wskazują początkującym, gdzie i na co patrzeć.

W końcu ruszamy groblą do nasypu kolejowego. Pierwszy idący ma okazję zobaczyć zimorodka, następni już niestety nie. Większość widzi za to stado czyży na olchach, wędrujące gromadą sójki, słyszymy też w świerkach mysikróliki. Samicę dzięciołka na brzózce kilka metrów od grobli dostrzegam jednocześnie z tatą i wskazujemy ją innym.

Zaraz po wejściu na nasyp słyszymy i widzimy tuż nad nami dwa krzyżodzioby świerkowe. W wierzbach po obu stronach nasypu buszuje mnóstwo bogatek. Po kilku minutach lecą 4 krakwy, za chwilę dokładnie nad nami 2 płaskonosy. Są pierwiosnki i kolejne sójki, a także 2 sroki. W południowej, bardzo płytkiej i zarośniętej części zbiornika (daleko, niestety) widać szyje i głowy czapli białych, których jak zwykle jest dużo. Lunety to jednak wielka pomoc! Największe skupisko liczy ponad 50 ptaków. Oglądamy też północną część zbiornika. W okolicach przepompowni Budy na wodzie siedzą gęgawy, jest kilka kormoranów, lata ponad 100 czajek, a 18 czapli białych czujnie śledzi bielika, który kołuje nieco dalej.

Wizyta na Siemianówce nie może się obyć bez przejazdu szerokim torem pociągu towarowego, ciągniętego przez białoruską lokomotywę. Jak zwykle, uczestnicy wycieczki machają do maszynistów, a paru bardziej „wyluzowanych” wita pociąg radosnymi podskokami. Kolejarze życzliwie odmachują, pewnie przywykli do widoku gromad dziwaków z lunetami i lornetkami.

Dochodzimy do otwartej tafli wody po obu stronach. Widać już, że (jak zwykle) najpowszechniejszy gatunek na Siemianówce to "rybołów" polujący z zasiadki - na łódce lub pontonie. Niektóre „rybołowy” nawet wydają głosy – tylko jakoś mało literacka ta polszczyzna… Być może przez to ptaków jest tu znacznie mniej. Jest pojedynczy dzwoniec, pierwiosnek, leci 6 szczygłów, 3 pliszki siwe, w różnych kierunkach przemykają śmieszki i kilka „dużych” mew w młodocianych szatach.

Przy moście prezes zwołuje wszystkich wycieczkowiczów i robimy kilka pamiątkowych, zbiorowych zdjęć. Grupa jednak już tak się rozciągnęła, że nie wszyscy zdążają.

Zaraz za mostem wyprzedza nas prawą stroną stado radośnie piskających raniuszków, co najmniej 18, a z przeciwka przemykają kolejne 3 pliszki siwe. Już prawie przy autokarze przelatuje nad nami stado ok. 60 szczygłów w dwóch grupach.

Wsiadamy do autokaru. Kilkanaście minut jazdy i wysiadamy obok kolejnej stacji pomp i wieży widokowej. Pobliska łączka to ulubione miejsce pliszek cytrynowych – niestety, już za późno…

Do obozu obrączkarskiego idziemy skrajem podmokłego olsu. Miejsce to samo od lat i oczywiście te same spartańskie warunki. Witamy się i jednocześnie żegnamy z Tomkiem Tumielem – jednym z filarów Akcji Siemianówka, który właśnie odjeżdża do Białegostoku. Jest jeszcze parę minut do kolejnego obchodu, idziemy więc popatrzeć na zbiornik. Brzegi są tu niskie i bardzo podmokłe. Dość blisko kręcą się łyski. Wraz z łabędziami pływa gęgawa. Prezes Tomek mówi, że to ptak prawdopodobnie adoptowany przez łabędzią rodzinę – cały czas trzyma się z nimi. Idę przez łąkę w stronę wody, może uda się gęgawę sfotografować. Chyba wyczuwa moje zamiary, bo chowa się za trzciny. Trudno.

Z  obchodu trafiają w ręce obrączkarza kolejno pierwiosnki, modraszka i dwa dzięcioły średnie. Piotrek Świętochowski dokładnie objaśnia, co i jak zapisuje się do zeszytu obrączkarskiego, czy można określić wiek i płeć danego ptaka. Oczywiście wszyscy pilnie fotografują każdego osobnika przed uwolnieniem. Część sesji jest nieudana, bo niektórzy mają ptaka w ręce po raz pierwszy i albo trzymają go w dziwny sposób, albo ucieka on szybciej niż ktokolwiek zdąży zrobić zdjęcie.

Po kolejnej godzinie obrączki dostaje kilka kolejnych pierwiosnków, kapturka samiczka, rudzik i strzyżyk. Na trzeci obchód idę i ja. W pierwszych siatkach pusto, dopiero w czwartej dwa pierwiosnki, w kolejnej jeden. Z każdym krokiem robi się coraz bardziej grząsko, błoto zaczyna pokrywać woda. Standardowym obuwiem załogi obozu są gumiaki, więc nic sobie z tego nie robią. Gorzej ze zwiedzającymi. Jeden z najmłodszych uczestników nagle wydaje okrzyk – dwa kroki za nim z błota ledwo widać cholewkę adidasa, ledwo się dało wyrwać obuwie z tej pułapki. Mina chłopaka – bezcenna…;)))  Z kolejnych sieci na skraju olsu i trzcinowiska  wyciągam pierwiosnka i rudzika. Nie wyszłam jeszcze z wprawy, dobrze to wiedzieć : ) Na koniec do woreczków trafiają samiec kosa i samczyk mysikrólika – sama bezbronność, łagodność, urok i słodycz…

Jeszcze tylko obserwacja przelatującego nad zbiornikiem rybołowa i czas żegnać obóz. I tak dochodzi siedemnasta, mamy prawie godzinę opóźnienia w stosunku do planu. Nikt jednak nie zwraca na to uwagi.

Podróż powrotna do Białegostoku to właściwie drzemka i leniwe pogaduszki. Szczęśliwi „tutejsi” są już w zasadzie w domu, przed nami jeszcze 100 km. Dojeżdżamy do domu nieco przed 21.00.

Za dużo dziś było  świeżego powietrza - nie mam już siły pisać. Całe szczęście, że blog można dokończyć w poniedziałek. Idę spać ;))