Każdy z nas zapewne przeżył jakąś przygodę lub przygody z ptakami. Zapraszam do opowieści o nich.
Ja przeżyłam ich kilka, rozpocznę od tej najsmutniejszej...
Wydarzyło się to, kiedy byłam uczennicą szkoły podstawowej.
Pewnego wiosennego popołudnia odrabiając lekcje, usłyszałam ptasie poruszenie. Zaciekawiona wyjrzałam przez okno. Moim oczom ukazał się widok kota podskakującego, śmiesznie przebierającego łapkami i podrzucajacego czymś szarym. Przez myśl przeszło mi - on złapał ptaka.
Kot był "dochodzący" - kiedyś znalazłam go miauczącego pod oknami,
nakarmiłam, przytuliłam i tak stał się u nas stałym i częstym gościem.
Szybko wybiegłam do ogrodu krzycząc i wymachując rękoma - ubaw mieli ci, co mnie widzieli ganiającą kota po ogrodzie.
W końcu Kitek dał za wygraną, puścił ptaka i czmychnął w krzaki u sąsiada.
Odnalazłam pisklę, było tak przestraszone, że całe pulsowało w dłoni. Rozejrzałam się wokoło, ale nigdzie nie widziałam gniazda, bałam się je zostawić, by Kitek nie dokończył polowania.
W domu ptaszę było przeszło tydzień. Każdego dnia łapałam owady, by karmić pęsetą malca, wodę podawałam zakraplaczem z kropli do nosa.
Pewnego dnia po powrocie ze szkoły zobaczyłam, że drzwi mojego pokoju są otwarte. Dobrze pamiętałam, że wychodząc z domu zostawiłam drzwi zamknięte. Kiedy do niego weszłam, ujrzałam rozrzucone piórka.
Strasznie płakałam, długo miałam za złe mamie, że nie zamknęła pokoju, kiedy w gości przyszedł Kitek.