Strona, jak wiele innych, wykorzystuje cookies (tzw. ciasteczka). Jeśli ci to odpowiada, kontynuuj - w przeciwnym przypadku dowiedz się więcej kliknij.
http://www.otopjunior.org.pl
 
<
Poprzedni blog
 
Lista blogów
 
Następny blog
>
 
Podwórkowe dzieje
 
Poleć znajomemu
Drukuj
Konkurs. Moje Europejskie Dni Ptaków
 
 
~ kormoran_13    |    dodano: 2013-10-12 16:06

„Za dwa dni, w niedzielę, jest wycieczka do Mietkowa. Jedziesz?”.

Antek zadzwonił po kilku minutach. „Pewnie.  Jutro wybieram się do Doliny Baryczy na sóweczki. Możemy cię wziąć” – powiedział.

Dolina Baryczy… Mieszkam dość blisko, ale jeszcze nigdy tam nie byłam. Nareszcie mam okazję, żeby to zmienić.


Może… poznam nowych ludzi?

Może… dowiem się czegoś nowego? Zaobserwuję nowe gatunki?

Może… wreszcie zobaczę sóweczkę!

I jak tu się nie cieszyć?

 

Dzień pierwszy, 5 października 2013 roku – Stawy Milickie

Wstaję wcześnie, ale jestem tak podekscytowana, że nie mogę ponownie zasnąć. Odłączam od prądu telefon i aparat. Sprawdzam, czy wszystko spakowałam… Jejku, naprawdę zostały jeszcze 2 godziny? 

Zamiast siedzieć bezczynnie, siadam przy pianinie. Zakładam słuchawki, mój brat jeszcze śpi.

W końcu słyszę dziwię klaksonu. Zrywam się jak oparzona, biegnę do wyjścia i żegnam się z mamą.

 

Ekipa liczy 3 osoby, łącznie ze mną. W samochodzie poznaję znajomą Antka, panią Hanię.

Po drodze mijamy znajome tereny. Zatrzymujemy się przy stawach w Rakowie, które czasami odwiedzam z dziadkiem. Obserwujemy tu:

 - perkozki (naliczyłam 25),

 - łabędzie nieme,

 - krzyżówki,

 - płaskonosy,

 - perkozy dwuczube,

 - cyraneczki,

 - łyski.

Chcemy zobaczyć następne jezioro, ale ktoś zburzył most umożliwiający przejście przez rzekę.

Wsiadamy z powrotem do auta i zbaczamy lekko z drogi, żeby dostać się do owego miejsca. Płoszymy 7 myszołowów, ale oprócz tego nie widzimy żadnych ptaków.

Po drodze do Milicza rozmawiamy o wszystkim. O szkole, o książkach, o Wrocławiu, a przede wszystkim – o przyrodzie. Pani Hania jest dopiero początkującym obserwatorem, dlatego ja i Antek opowiadamy jej o rozpoznawaniu ptaków.

Co chwila zatrzymujemy się, żeby policzyć czajki siedzące na polach.

Robimy krótki postój przy jednym ze zbiorników. Kormoran, kilka bielików, czaple siwe. Do lądowania szykują się gęgawy, ale kiedy nas widzą - rezygnują.

Jakaś mała, kolorowa kuleczka przelatuje z furkotem nad taflą wody. To nie może być nic innego jak zimorodek.

Do tej pory zawsze mi umykał. Kilka razy ludzie pokazywali mi go palcem. „No tu siedzi! Tu! Widzisz?” A ja im bardziej chciałam go zobaczyć, tym trudniej było mi go wypatrzeć.

A teraz wreszcie się pojawił.

„To on jest taki mały?” – myślę. Mimo, że trochę inaczej go sobie wyobrażałam, nie mogę oderwać wzroku (a właściwie lornetki) od tego niesamowitego stworzenia.


Po 30 minutach docieramy do celu. Naszym oczom ukazuje się słynna Wieży Ptaków Niebieskich, z której widać całą Grabownicę - jeden z największych akwenów w Dolinie Baryczy.

Konstrukcja liczy kilka pięter. Wąskimi, stromymi schodami udajemy się na najwyższe. Znajdują się tam spore, prostokątne otwory na wysokości głowy. Obserwujemy przez nie:

 - >130 czapli białych,

 - mniej więcej tyle samo czapli siwych,

 - 810 cyraneczek,

 - 7 bielików,

 - niezliczone ilości mew.

(i weź tu człowieku rozpoznawaj…)

Widzimy też dużo siewek, ale… „To wszystko jest tak daleko, że nawet przez lunetę nie mogę tego oznaczyć!”. Próbowaliśmy się z tym problemem uporać, ale nie wyszło i ptaki pozostały na zawsze tajemnicą…

(Grabownica)

Około godziny 13 parkujemy w Miliczu. Ma tam czekać na nas pan Leszek, który również interesuje się przyrodą. Chcemy poszukać z nim rosiczki okrągłolistnej – niesamowitej rośliny żywiącej się owadami.

Najpierw idziemy wzdłuż drogi, potem przemierzamy pola, żeby na końcu znaleźć się w podmokłym lesie.

Wszędzie pełno krzyżaków i nie da się przejść, żeby o jakiegoś przypadkiem nie zahaczyć…

„Nie mogę podziwiać zwierząt bojąc się pająków!” Z tą myślą jakoś przedzieram się przez mokradła, żeby wkrótce móc ujrzeć… tą piękną, maciupeńką roślinę. Rosiczkę okrągłolistną.

Zdjęcie nie jest wysokich lotów (lekko mówiąc). Niestety przybliżyć się nie mogę… Gdybym postawiła nogę bliżej celu naszej wyprawy, buty by mi przemokły - przeszkodą jest ogromna kałuża.