Dziś był wreszcie pochmurny ranek. Niezmiernie mnie to ucieszyło- miałam dość rażącego w oczy słońca, przez które ledwo co widzę przelatujące ptaki. Na szczęście ten wielki, kosmiczny kaloryfer zrobił sobie dzisiaj wolne, mogłam więc spokojnie zasiąść w moim ulubionym punkcie obserwacyjnym i oglądać ptaki przylatujące do karmnika. Były to głównie bogatki i modraszki, zawzięcie atakujące niedawno wywieszoną słoninę. Co dziwne, najwięcej dzióbały tę dla dzięciołów (powieszoną tuż przy pniu drzewa), a nie dla nich, rozwieszoną na cienkich gałązkach. Niedługo potem dołączyły do nich wróble i mazurki, tak samo licznie jak zwykle. Chwilę później przyleciał też grubodziób, a za nim... drugi, trzeci, czwarty i piąty! Tylu jeszcze nie było! Tyle, że może dwa skorzystały z karmnika, a reszta siedziała na drzewie lub przeganiała się nazwzajem. Później cztery grubodzioby odleciały, do jedzących dołączył kos, a do obserwacji tata:) Wspólnie oglądaliśmy sikory, które przylatywały do rynny skubać wysypane ziarenka. Nagle wszystkie ptaki uciekły w popłochu do pobliskiego żywopłotu.
-Krogulec!- zawołał tata. Faktycznie, koło karmnika, wśród gałęzi jabłonki, krążył ten wspaniały drapol. Na chwilę przysiadł on na drzewie. To było kilka sekund, ale spróbowałam zrobić zdjęcie. Wyszło nieostre! A to pech! Ptak odleciał i usiadł na żywopłocie, czekając aż coś wyleci. Chwilę po nim spacerował, po czym przesiadł się kawałek dalej. W końcu, nic nie upolowawszy odleciał. Kilka minut później widzieliśmy jak krogul odlatywał w stronę lasu.
Ptaki bardzo długo nie odwiedzały karmnika. Potem przyleciały owszem, jakieś sikory, ale nielicznie. Pierwszy raz widziałam tak długą akcję tego drapieżcy i raczej nie ostatni.
Ciekawe obserwacje :) Dziś też miałam 5 grubodziobów na swoim podwórku, przyleciały całą chmarą wraz z dzwońcami i jerem :) I nawet czyż się trafił. Takiego ruchu i harmideru jeszcze u mnie nie było :D