Wczoraj znów byłam na spacerze, tym razem z kolezanką i z psem (zabrania go żałuję, bo byl upał i pies dyszał jak lokomotywa, strasząc wszystkie ptaki). Wilgi nie widziałyśmy, ale gdy szłysmy przy rowie, nagle z krzaków wyleciała... dzika krzyżówka z małymi! Zaczęła szybko uciekac, a młode plyneły za nią, przewracając się i nurkując. Mój pies wziął je chyba za zabawki, bo chciał je złapać. Jedna wtedy zanurkowała, a reszta popłynęła. Biedna nie mogła ich dogonić i tylko kwakała rozaczliwie. Żal serce sciska! Ale z tej matki kaczki okrutnica! Tak się boi o siebie, że zostawila dziecko! Troche popędzałam małą kaczuszke, by dogoniła resztę, ale na niewiele się to zdało. Wkońcu poszłyśmy, licząc, że matka wróci.
Zachęcam do obejrzeia zdjęć kaczek.
Matka nie jest okrutnicą - wiedziała, ze nie ma szans z drapieżnikiem. Młode podążają głównie za nią - uciekała odciągając jednocześnie resztę. Samica krzyżówki akceptuje każde młode jakie spotka na swej drodze, więc nie było rónież problemu aby wziąść podrośnięte już zapewne pisklę i podrzucić innej dorosłej.
Najprawdopodobniej matka wróciła do niej po waszym odejściu - bądź znalazła sobie inną "rodzinę zastępczą".
Należy pamiętać, aby pies w terenie był na smyczy. Nigdy nie wiadomo co stanie na waszej drodze. Daniela denerwuje pies bez uwięzi w parku, kiedy u mnie w lesie takie zdarzenia mają bardzo często miejsce, nie mówiąc już o rezerwacie przyrody na Stawach Raszyńskich gdzie pies bez smyczy to rzecz normalna (bynajmniej nie dla mnie). Kiedy nie pójdę rano czy wieczorem zawsze spotykam psy biegające po całym rezerwacie jak im tylko się podoba. Nie raz widziałem wyciagniętą łyskę czy innego ptaka, który stracił swój żywot.
Kacza matka nie była okrutna - starała się zapewnić całemu lęgowi bezpieczeństwo, a nie tylko sobie. Może gdybyś szybciej opuściła to miejsce, z psem, który "wziął je chyba za zabawki", i nie popędzała małej kaczuszki, żeby dogoniła resztę, cała rodzina czułaby się bezpieczniej. Myślę, że kiedy oddaliliście się, matka pozbierała kaczuchy.